Jack ogarnął się i podszedł do Kim, która akurat wyszła z gabinetu.
- no to jestem wojowniczka Wasabi.
- to jeden więcej powód do pójścia na Falafele i coś więcej.
- irytuje mnie to coś więcej Mogłabym wiedzieć co to? - w głowie Kim się aż gotowało. Musiała to wiedzieć. Wrodzona ciekawość. A u Jacka była wielka czarna dziura. To coś miało związek z niezbyt bezpieczna jazdą na motorach. Miał wrażenie, ze dziewczyna nakrzyczała by na niego i każe mu przestać pod groźba zerwania kontaktów, a tego raczej wolał uniknąć. Nie może jej teraz powiedzieć, bo przepadnie wszystko - falafele, motory i przyjaźń, a jeśli powie jej już na torze, to przepadnie tylko przyjaźń.
- nie możesz wiedzieć. Dowiesz się w swoim czasie. To niespodzianka... chociaż nie wiem czy fajna czy raczej niezbyt - powiedział w końcu.
- o Jack. Przedstawisz mi koleżankę? - zapytał kelner.
- zaraz zaraz. Ten chłopak przeprowadził się 2 tygodnie temu i znasz jego imię a ja przychodzę do ciebie od roku i nawet mnie nie pamiętasz?!
- yyy... Tak Fil, to jest Kim. Poprosimy dwa razy z babaganusz.
- dwa razy z babaganusz, Tutsi!
- kim jest Tutsi? - zapytał Jack.
- to jego koza. Robi jedzenie.
- koza robi jedzenie?!
- tak.
Zjedliśmy cały czas się śmiejąc i rozmawiając. Wreszcie wyszliśmy. Chłopak zaprowadził mnie do swojego motory.
- boisz się maszyn na dwóch kółkach? - zapytał sadzając mnie na siedzeniu.
- jak Miltona - zakpiłam.
- to dobrze. - Wsiadł przede mnie a ja odruchowo zacisnęłam ręce na jego pasie.
- jedziemy na 'coś' - uśmiechnął się i ruszył z piskiem opon. Niedługo później byliśmy na opuszczonym poligonie. Było tam trochę mrocznych gości i skąpo ubranych lasek. Wśród nich zauważyłam Lindsay - największy plastik z naszej szkoły i Jerrego.
- elo, Jack, hejka Kim. - zagadnął.
- siemka, stary.
- siemasz, latynos.
- słuchaj, Kim... Jestem facetem... - zaczął Jack.
- wow jak na to wpadłeś.
- no i jak wiesz mam swoje zainteresowania...
- no i?
- jak ci powiem, że startuje w zawodach na motorze i ryzykuje życie to co powiesz?
- że masz natychmiast z tym skończyć albo zrywam znajomość. To niebezpieczne i możesz stracić życie! Myśl o innych nadęty egoisto!!... Za pewne byłeś pewny że to usłyszysz, dlatego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej.
- ja... Kim... - ale ona zniknęła w tłumie.
- e! Stary! Po prostu pokaz jej co umiesz.
- okej. - Jack zdjął kurtkę i wsiadł na motor. Na lini mety czekały już 3 motory - Toma, Dana i Jerrego.
- na miejsca, gotowi, STA...
- chwila! Chwila! Jeszcze ja! - obok Jacka pojawiła się... Kim, na motorze Rendiego.
- dzięki Rendy!
- spoko laska!
- no to jeszcze raz! Na miejsca! Gotowi! START!!
Jechali łeb w łeb, ale Jack jak zwykle wszystkich wyprzedził biorąc niebezpieczny zakręt. Zaraz za nim a nawet koło niego jechał zielony motor. Osoba na nim miała blond loki i kask, dlatego Jack pochłonięty wyścigiem nie zorientował się kto go własnie wyprzedził. Ostatnie 50 metrów i dojechałam jako pierwsza. Niepokonany Jack Adams własnie przegrał... z dziewczyna. Jack wściekły jak osa podszedł do mnie i zerwał mi kask. Blond włosy rozlały się po plecach. Jakież wielkie było jego zdziwienie.
- zapewne byłeś pewny, ze to usłyszysz, ale musisz wiedzieć ze twoja nowa znajoma pała miłością do 'maszyn na dwóch kolkach', Jackus. Rendy jeszcze raz dzięki - powiedziałam i zabrałam kasę za zakłady. Wsiadłam na motor za Jackiem.
- podwieziesz mnie?
- jasne. Narka Jerry, widzimy się jutro!
- narka, Jack! Pa, Kim!!
Z piskiem opon Jack wystrzelił z pod toru. Chwile potem wskakiwałam na balkon.
- tylko dzisiaj nie graj na gitarze, bo chce się wyspać!
- okej! - puścił do mnie oczko i zniknął w domu. Rzuciłam się na łóżko i po prostu zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz